Blog o Polskim Winie

jak powstaje polska winnica

Wszystko zaczęło się od kaca

Nie tego moralnego, ale tego fizycznego, porannego kaca od wina. Budziłem się i ten okropny kac. Któregoś wieczora, przez przypadek, wypiłem butelkę wina bio, już nie pamiętam czy ją kupiłem czy dostałem w prezencie, chyba raczej to drugie. I wtedy, to znaczy, następnego ranka, mnie uderzyło, albo inaczej, zdałem sobie sprawę, bo byłem w pełni świadom, że nie boli mnie głowa, kaca nic a nic.

Taki był początek z winami bio. 

Dopiero później uderzyło mnie, ze chodzi o siarczyny. Siarka to taki tani konserwant używany od zawsze. Zwykle gdy pod koniec fermentacji, sok przemienia się w wino, winiarz dodaje siarki aby uchronić swoje dzieło przed utlenieniem i innymi świństwami.

Prawda jest taka, że siarka jest obecna we wszystkich winach, bez wyjątku, bo siarka to, po prostu, środek uboczny fermentacji. Nie pytaj więc czy wino ma siarkę, tylko pytaj ile? I tak na przykład, winiarz naturalny (jak nazwa wskazuje) jej w ogóle nie dodaje; winiarz bio dodaje jej w ograniczonych ilościach, a winiarz przemysłowy (czytaj, to co w marketach) często wali ile wlezie.

I mimo, że nauka będzie nam wmawiać że to co wysusza organizm i powoduje kaca to alkohol, a dokładnie etanol, ja śmiem twierdzić, że to jednak siarka, bo jak inaczej wytłumaczyć, że po winach bio moja głowa nie zamienia się w tunel dla pociągu pośpiesznego, tylko wstaję i idę radośnie przez dzionek z klarowną perspektywą na wieczór i kolejną butelkę.

Scroll to top