IMG_2673

Zakładamy winnicę cz. 23: różne myśli winiarza

Mija miesiąc, jak z bicza czasu ubywa, lecz już w innym tempie, jest o innym smaku, tak jakby świat podzielił się na okres przed i po sadzeniu. Sam moment sadzenia był euforyczny. Po prawie roku przygotowań marzenie urzeczywistniło się, chleb stał się ciałem. Jednak finał w jednej operze kryje już w sobie uwerturę do następnej.

Na winnicy mamy sto trzynaście rzędów. Żyję tymi rzędami, śnią mi się po nocach, towarzyszą mi także za dnia, w podświadomości. Usiadłem i policzyłem, że jakby tak przejść wzdłuż każdego, pokonam trzynaście kilometrów, na przemian z górki i pod górkę.

Rzędy są różne, jedne są dłuższe, inne są krótsze. Może to nieistotne na pierwszy rzut oka, jednak przy pracach polowych, co już doświadczam, ta różnica jest znacząca. Na przykład przy plewieniu, człowieka naturalnie ciągnie do tych krótszych, bo koniec jest namacalny, prawie na wyciągnięcie ręki. Te dłuższe natomiast zamieniają się w zło konieczne, najlepiej zrobić od razu i mieć je za sobą albo całkowicie trzymać się od nich z daleka.

Przyłapałem się też na tym, że czasami chętniej zaczynam od tych bliżej głównej bramy, tam gdzie parkuję samochód. Z każdym następnym entuzjazm opada. Tak jakby te pierwsze miały swoją tożsamość, natomiast te następne stopniowo tonęły w anonimowości. A przecież o wszystkie rzędy trzeba dbać równo, jak dzieci, nie można faworyzować jedno ponad drugie bo potem bedą miały pretensje. Dlatego, aby te bliżej drogi nie kusiły, postanowiłem zaczynać prace od rzędu ostatniego, „początkować” wszystko od końca.

Jak zakładamy winnicę, cz. 22: Gdybym tylko wiedział
Jak Zakładamy Winnicę, cz.24: Życie figle płata