fbpx

Opowieść w formie bloga

od kukurydzy korzenia po butelkę wina

Zakładamy Winnicę, cz. 15: Chwaścik, biedroneczka i żuczek

Jak podekscytowana dziewica, biegam w międzyrzędach, odkopuję sadzonki i przeżywam. Przeżywam pierwszy wybijający pączek, pierwszy chwaścik, pierwszą biedronkę lub innego żuczka.

Strzelam fotki, “upload”-uje na facebooka i z gorączką chwili, opętany niemiłosiernie, biegnę dalej, kochaj mnie ziemio cudowna!

Nie wiem jak zobrazować słowo zgrzyt, więc napiszę po prostu: zgrzyt, reset, zimny prysznic a to dlatego, żem źle wykalibrował ciągnikowy kultywator i tak ładnie żem nim zaciągnął, że nagle połowa sadzonek siedzi głęboko pod warstwą pięknie spulchnionej ziemi. Teraz trzeba chodzić i ręcznie to wszystko odkopywać. Dwudziesty rząd, deszcz leje, a mam jeszcze dziewięćdziesiąt. To co w cztery godziny zrobiłem nieświadom, teraz już trzeci dzień odkręcam. W takich momentach nie powiem gdzie mam żuczka, biedroneczkę czy chwaścika zielonego.

I to wszystko jeszcze pikuś, bo trzeba cały czas myśleć do przodu czym trawę zasiać, czym spryskać krzaczki wschodzące, żeby za dobrze im nie było, z jaką motyką na chwasty się wyrwać, jeszcze gdzie to wszystko schować i co niemniej istotne, gdzie psa warownego wykombinować co uchroni nasz składzik przed losem rejonowej wypożyczalni. Szczegóły, szczegóły. Czasami ginę w nich i zapominam to co robiłem wczoraj. Dzwonię do gościa kupić rzodkiew oleistą na międzyrzędzia, przez telefon mówi mi, że co za zbieg okoliczności, bo już takiemu gościowi w okolicy Rybnej wysyłał w zeszłym tygodniu. Chwila pauzy, to byłem ja.

Jednak jest coś magicznego w tym co robię. Gdy po raz wtóry schylam się aby odgarnąć sadzonkę, delikatnie jak dziecko ukochane, gdy pot zalewa mi czoło a spodnie spadają do pozycji majtki-spodnie w stylu hiphopa – nawet wtedy wiem, że warto, absolutnie.

Scroll to top