fbpx

Opowieść w formie bloga

od kukurydzy korzenia po butelkę wina

Jak zakładamy winnicę, cz 29: epilog

Podróż ta powoli dobiega końca. Może precyzyjnie trzeba powiedzieć, że to pierwszy etap tej podróży dobiega końca. Trzy lata od pierwszych zasadzeń, a w sumie cztery lata pracy nad tym projektem. Od kikutów skoszonej kukurydzy które dziarsko wystawały w momencie przejęcia pól, do pierwszych butelek wina, które już powstają.

Dla tych co dręczy po nocach szaleńczy pomysł założenia własnej winnicy, moje dwa grosze podsumowania:

Wszystko kosztuje dwa razy tyle i wymaga trzy razy więcej czasu

Tak, biznes plan jest ważnym kierunkowskazem, ale w realu dochodzą koszty niespodziewane albo niepoliczone. Tak jest z budowaniem własnego domu i nie inaczej z zakładaniem winnicy.

Uprawa uprawie nierówna

Gdy dzielę się doświadczeniami, nauczyłem się pytać jaki areał ma ten ktoś. Bo prowadzenie 20 arowej czy nawet 1 hektarowej winnicy to całkowicie inna bajka niż prowadzenia winnicy 4+ hektarowej. Tutaj po prostu jest inna skala i metody uprawy są diametralnie inne.

Winiarz prawdy Ci nie powie

Każdy winiarz ma swoją prawdę. Jest ona oparta o jego/jej doświadczeniu w terenie. Natomiast siedliska są tak różne, że w sumie opinii o konkretnym aspekcie jest tyle co winiarzy. To co działa w połowie stoku na ciężkiej glinie, nie będzie działać w terenie płaskim czy piaszczystym.

Matka Natura jest tolerancyjna

Co nas często zbawia to to, ze następny sezon daję szanse nowego początku. Nie wszystko wychodzi tak jak byśmy tego chcieli. Ziemia też nie jest wiecznie plastyczna. Ale świadomość, że możemy zacząć od początku dodaje często potrzebnej otuchy.

Jeżeli miałbyś zrobić jedną rzecz przez zasadzeniem, zwapnuj.

Bez odpowiedniego pH, krzaki nie będą się optymalnie rozwijać. Tak, można wapnować po zasadzeniu, ale jest to zadanie pracochłonne i mało efektywne.

Dla nas te cztery lata zamykają etap zakładania winnicy. Teraz rozpoczynamy nowy, etap robienia wina. Czy to opiszę, czas pokaże.

Scroll to top