Jak zakładamy winnicę, cz. 28: Kotek, czarny kotek

Na ten dzień czekałem dwa miesiące. Dzień, w którym wsiądę w ciągnik i okopie rzędy. Dzień, w którym słońce zaświeci, a co ważniejsze, gleba wyschnie na tyle aby nie doświadczać slalomu gigant w dwutonowym wehikule.

kotek, kotek,
czarny kotek,
łąka zielona,
a ja w traktorze
jak jakaś gwiazda
w telewizorze.

Tak, gdy człowiek obcuje sam na sam z przyrodą, tą dziką, nieujarzmioną, gdy godzinami wlepia gały w okopywane sadzonki w pozycji skupionego Myśliciela, zaczyna wtedy kopać także we własnym umyśle i dokopuje się myśli, tych racjonalnych, wpół racjonalnych i tych w pełni odlotowych. Potem wraca, do miasta, zupełnie zrelaksowany.

Jak zakładamy winnicę, cz. 27: Archipelag Gułag